Mielno

7 – 20 października 2008 r.

       Jesienne słońce maluje czupryny drzew,
       A wiatr od morza toczy fale do brzegu.
       Dokoła słychać krzyki białych mew
       Łapiące pokarm w biegu.

Zapragnęliśmy zobaczyć nasze morze jesienią. Zaplanowany wyjazd nastąpił 7. października 2008 r. Organizatorem był Polski Związek Emerytów Rencistów i Inwalidów Warszawa-Praga, ul Kickiego 1. Zapewniono nam przejazd wygodnymi dwoma autokarami. Podróż nie była męcząca, bo mogliśmy odpoczywać na trzech postojach w ładnych miejscach parkingowych. Pierwszy popas był w Mańkowie, następny w Stolni i ostatni w Gnieździce.
Odpoczynek na trasie

Tak więc, mimo długiej podróży (9 godz.), nie byliśmy bardzo zmęczeni. Ośrodek Wczasowy Floryn, w Mielnie-Unieściu, to dawna baza wojskowa, wyremontowana i zaadoptowana do potrzeb ośrodka wczasowego - pięknie położona na mierzei między Bałtykiem a jeziorem Jamno. Powitano nas dobrą kolacją i sprawną organizacją przydzielania pokoi. Zaraz po rozpakowaniu bagaży zostaliśmy zaproszeni do lekarza, który określał i przydzielał zabiegi rehabilitacyjne. Dzięki temu, już na drugi dzień zaczęliśmy z nich korzystać.
Teren Osrodka i stołówka

Program pobytu był bardzo bogaty, a rytm dnia wyznaczały smaczne posiłki, podawane przez sympatyczne kelnerki. Prócz zabiegów przewidziano: wycieczki, zabawy taneczne, ognisko, koncerty, jazdę konną, strzelanie do celu, zajęcia z kijkami – Nordic Walking, na które zgłosiło się wielu chętnych. Codziennie duża grupa, raźno, rankiem, maszerowała na gimnastykę nad morze, ale ćwiczyła również w ciągu dnia, na terenie ośrodka. Zaraził ludzi, tą pasją, Pan Mirek, człowiek, który robił wszystko, by się nam nie nudziło.
Nordic Walking

Już pierwszego dnia, wieczorem, poprowadził brawurowo integracyjną zabawę taneczną, dzięki której następnego dnia, było więcej wzajemnych uśmiechów. Zabawa

Poznaliśmy przesympatycznych ludzi: małżeństwo Danusię i Mariana oraz Wandę i łącznie z naszą koleżanką Jadzią, tworzyliśmy zgrany, wesoły zespól. Nasz zespół

Kolejnego dnia, Pan Mirek zaprosił nas na wycieczkę spacerową nad kanał Jamneński, gdzie morze spotyka się z wodami jeziora. Piękny był to widok jak fale morskie wdzierały się do jeziora, by za chwilę wracać spychane falą jeziora. Jamno należy do 9. największych jezior w Polsce – długość 12 km, szerokość 4, głębokość do 3,8 m. Jest zarybiane, a wymiana wód z morzem daje dopływ ryb morskich.
Spacer nad Kanał Jamneński

Z proponowanych wycieczek: Ogrody Hortulus w Dobrzycy z Sarbinowem i Biesiekierzem z pomnikiem ziemniaka, Darłowo z Darłówkiem, Koszalin z Sanktuarium na Górze Chełmskiej, Kołobrzeg, wybraliśmy: Ogrody Hortulus z Biesiekierzem i Darłowo z Darłówkiem, bo tu nas jeszcze nie było. Wyjechaliśmy zaraz po śniadaniu. Po drodze odwiedziliśmy Sarbinowo, Gąski, a stąd prosto do Dobrzycy. Ogrody Hortulus, mimo jesiennej pory, oczarowały nas pięknem kompozycji jesiennych kwiatów, labiryntami z równiutko przyciętych żywopłotów, rzeźbami, uroczymi oczkami wodnymi, strumykami, altankami, romantycznym mostkiem. Z 8000 ha ziemi wydzielono 3000 i na niej stworzono rajskie ogrody w stylu ogrodów japońskich, francuskich, angielskich. Chodziliśmy jak zaczarowani – tyle piękna w jednym miejscu.
Ogród „Hortulus”

Dalsza trasa wiodła do Biesiekierza - zagłębia hodowli ziemniaka co upamiętnia oryginalny, jedyny w swoim rodzaju - Pomnik Ziemniaka.

Pomnik ziemniaka

Darłówek powitał nas piękną pogodą. Z przyjemnością, spacerkiem, przeszliśmy z Darłowa do Darłówka, by zobaczyć podnoszony most, przepuszczający statki wpływające do portu.
Darłowo i Darłówek

Do bazy wracaliśmy pełni wrażeń, a tu czekały na nas kolejne atrakcje: piękny koncert zespołu śpiewaczego z Koszalina ”Ballada”, który zaprezentował wiele piosenek ludowych – znanych i mniej znanych, i porwał nas do wspólnego śpiewania. Inny wieczór uprzyjemnił nam Gitarowy Duet „Milonga”. Były to, melodie hiszpańskie, brazylijskie, włoskie w pięknym wykonaniu. Oklaskom nie było końca.
Koncerty

Często zbieraliśmy się w sali rekreacyjnej, by wspólnie pośpiewać. Było to, jak określił Pan Mirek „Śpiewanie na ekranie” – karaoke. Śpiewaliśmy często i chętnie, bo tekst był na ekranie i każdy nareszcie mógł zaśpiewać całą piosenkę, a nie tylko fragment lub refren, jak to najczęściej bywało. Wspomagał nasze śpiewania, swoim dobrym głosem, Pan Mirek. W przerwach, by dać chwilkę oddechu, były deklamacje wierszy uczestniczek turnusu, Ludmiły i moje. To były bardzo miłe spotkania - lubimy śpiewać.
Deklamacje

Każdy następny dzień przynosił nowe, atrakcyjne rozrywki. Wielką frajdą była jazda na koniu, strzelanie do tarczy, jazda bryczką. Śmiechu było przy tym dużo, bo nie każdemu dobrze to wychodziło. Wiele kobiet pierwszy raz trzymało pistolet w dłoni i z celowaniem miałyśmy kłopoty.
Strzelanie i jazda konna

Przy płonącym ognisku, niestrudzony Pan Mirek, śpiewał i grał popularne przeboje, a my piekliśmy kiełbaski, tańczyliśmy i oczywiście śpiewaliśmy ”Płonie ognisko”.
Zabawa przy ognisku

Najważniejsze jednak były spacery po pięknej plaży. Każdy, kto tylko mógł, chodził, chodził, chodził… z kijkami i bez kijków, karmił mewy. Długim spacerem, brzegiem morza, szliśmy do rybackiego portu w Unieście, gdzie można było zjeść smaczną, świeżo wędzoną, lub smażoną rybkę. Pod smażalnię ryb, pod siatkę, podchodziły dziki i zajadały rzucane jabłka, nie reagując na ludzi.
Mielno–Unieście, w tym okresie, jest puste. Latem na 3000 mieszkańców, przebywa tu, podobno, około 70 000 ludzi. Wybraliśmy dobry okres. Ludzi mało, pogoda bardzo ładna – wiele osób opalało się na plaży, która była tylko dla nas.
Mielno-Unieście

Spędziliśmy wspaniałe dwa tygodnie, które były doskonałym, relaksującym wypoczynkiem i rehabilitacją naszego nadwątlonego zdrowia.

       Pobyt w Unieście dobiegł już końca.
       Długo w pamięci naszej zostanie:
       Spacer nad morzem i zachód słońca,
       Piękne wycieczki, wspólne śpiewanie,
       Jazda na koniu i strzelanie.
       Czas minął szybko, bo ludzie mili
       I bardzo o nas się troszczyli.
       Dobrze nam było w tym Florynie -
       Może wrócimy jak roczek minie.