Rabka

1-15 kwietnia 2010 r.

       Rankiem słońce wygląda spoza gór,
       Oświetla strzeliste smreki.
       Promienie błyszczą
       I kąpią się w strumieniu
       Wartko płynącej rzeki.

Wczesnym rankiem wyruszyliśmy na kolejną naszą wyprawę, tym razem do Rabki. Z maleńkie stacji Chabówka, busem, dojechaliśmy do dworca autobusowego i dalej piechotką, 400m.pod górkę. Oj, było ciężko. Sanatorium, usytuowane na wzniesieniu u podnóża szczytu Bani (609 m.), ma adres ściśle powiązany z sąsiadująca górą - ul. Na Banię 42. Budynek bardzo rozległy z pięknym ogrodem. Zapewniono nam dobre warunki lokalowe, wyżywienie i atrakcje w postaci wycieczek, ogniska z kapelą góralską w deszczu , wieczorki taneczne. Widok mieliśmy piękny, ale podejście, jak dla nas, z bolącymi nogami, męczące. Cóż robić, musieliśmy je pokonywać kilka razy dziennie wychodząc na spacery. Rabka, wtulona w kotlinę podnóża Gorców, zachwyca widokami, ale centrum, z chaotyczną zabudową, złą nawierzchnią ulic, robi wrażenie miasta mało zadbanego. Staraliśmy się je omijać, krążąc po bocznych uliczkach, mimo złej pogody. Tam właśnie odkryliśmy piękną Rabkę z jej dawną zabudową. Stare pensjonaty z końca XIX wieku, lata świetności mają za sobą, ale urzekają architekturą i nadają klimat miastu. Podczas tych wędrówek odwiedzaliśmy: galerię twórców ludowych „Pod Lilianą”, w stareńkim kościółku z drewna (1606 r.), Muzeum W. Orkana, w Parku Zdrojowym nowe tężnie, a w pracowni garncarza uczyliśmy się lepić naczynia. Pokusiłam się zdobyć szczyt góry Bania. No bo jak, być w górach i nie wdrapać się na szczyt? Zrobiłam to, ale kolejny szczyt Grzebień, był na moje możliwości i słabe serce, za stromy.

Zainteresowało mnie, w galerii folklorystycznej, malowanie na szkle. Skorzystałam z prowadzonych tam zajęć i bawiłam się pod troskliwym okiem prowadzącej galerię i męża, malując: kwiat amarylisu, parkę góralską w ludowych strojach. To było bardzo miłe zajęcie, a prace, jak na moje możliwości, udały się i będą miłą pamiątką.

Namawiałam męża na wycieczkę do Zakopanego, do którego kursowały busy w dogodnych godzinach. Ponieważ stwierdził, że Jego chore nogi nie wytrzymają takiego wysiłku, pojechałam sama. Dzień był wyjątkowo pogodny – nie padało. Miałam tylko 2 godz., ale dobre i to, bo byłam w Zakopanym 30 lat temu i bardzo chciałam zobaczyć, jak wygląda miasto obecnie. Widziałam zaledwie fragment, ten deptakowo - bazarowy na Krupówkach. Klimat zachowany i handel kwitnie jak dawniej - tylko w nowych, stylizowanych na góralskie domki kioskach i nowoczesnych sklepach. Przybyło, jak wszędzie, nowych domów mieszkalnych, pięknych willi. Niezmiennie tylko królują nad miastem wspaniałe szczyty Tatr ze śpiącym Giewontem, który obudzi się wraz z rycerzami zamkniętymi w grocie, gdy Polska będzie w potrzebie.

Czas minął szybko, dał nam nowe doświadczenia i przeżycia, a tego właśnie oczekiwaliśmy wyjeżdżając do Rabki.

Rabka w obiektywie