Zagląda wolno w okno zmierzch. Szarość na szybach kładzie. Drgające ciepłem płomyki świec Na ścianach cienie kładą. Snują się, błądzą, lekko kołyszą Ze świecą tworząc pary. Chodzą po ścianach i suficie Te smutne, szare zjawy. Do snu kołyszą tajemniczo Szepty zaklęte w ciszę. Unoszą mnie, odpływam. Niczego już nie słyszę. Zapadam się w ten świat Mamiący mnie wizjami. Zgasły płomyki świec, Księżyc zapalił światło za oknami.. 3.03.2010