Sobotni ranek mnie obudził, Spowity mgłami, znów ponury, A ja wciąż czekam na słoneczko Kiedy wychyli głowę z chmury. Rozświetli wtedy swoim blaskiem Domy, ulice, ludzi, drzewa I wszystko zacznie żyć radośniej, A tego bardzo mi potrzeba. Krew szybciej w żyłach krąży, Wspanialszych barw świat nabiera. Czuję, że dużo zdziałać mogę – Wielka energia mnie rozpiera.